V Zlot Złotej Kaczki w Toszku

 Mieliśmy jechać we czterech. W ostatniej chwili okazało się, że zostało nas dwóch: Zielak i ja. Około południa wyruszyliśmy ze Zgorzelca. Nic nas nie goniło, więc postanowiliśmy omijać autostradę. Starą 94-ką jechaliśmy ku Bolesławcowi, Legnicy i dotarliśmy do Wrocławia.

Połowę tego miasta udało się przejechać na "zielonej fali", ale druga połowa to była tragedia :( W końcu wydostaliśmy się w kierunku Opola i zupełnie nie rozumiem dlaczego Zielak poprowadził nas przez centrum tego miasta, a nie obwodnicą. No, ale skoro nic nas nie goni to można i w Opolu postać w korkach. Ze stolicy polskiej piosenki do Toszka to już dwa rzuty sportowym beretem i około siedemnastej rozstawialiśmy namioty. Potem napoje chłodzące, odpoczynek, powitania ze starymi znajomymi i zawieranie nowych znajomości. Jak to na zlocie. A ten przypadł mi do gustu przede wszystkim ze względu na kameralność i fantastyczną atmosferę. Sobota upłynęła pod znakiem dobrej zabawy, zwiedzania, spacerów i rozmów. No i zawieraniu nowych znajomości. W niedzielę, sporo przed południem, ruszyliśmy w drogę powrotną. Tym razem już autostradą A4. Miło będę wspominać ten zlot przez najbliższy rok. A w przyszłym roku znowu tam pojadę.

Troszkę fotek i filmików wrzuciłem do galerii.

Okładka książki "Głupia książka"

Debiut literacki mojej Przyjaciółki.
Zachęcam i polecam!