Licheń - 14-15 kwietnia

No i zjawiłem się dzisiaj pod kościołem Św. Bonifacego w Zgorzelcu, aby oficjalnie rozpocząć sezon motocyklowy razem z grupką zapaleńców. Kufry Radzia były zapakowane na ewentualną wycieczkę do Lichenia. Mimo, że nie do końca byłem przekonany czy jechać w dalszą trasę, teraz już wiedziałem na 100%, że jadę z nimi zainaugurawać sezon. Około godziny dziewiątej rozpoczęła się oficjalna część tej skromnej uroczystości. Przyjęliśmy błogosławieństwo, Piotr wygłosił krótką mowę i ruszylismy paradą w eskorcie policji i straży miejskiej przez ulice naszego miasta, robiąc przy tym mnóstwo hałasu rykiem silników i klaksonów. Tuż po dziewiątej trzydzieści dotarlismy do zjazdu na autostradę. Po krótkim postoju i pożegnaniu wracających do domów motocyklistów skierowaliśmy nasze jednoślady na autostradę w kierunku Wrocławia. Pomimo, że temperatura nie przekraczała kilku stopni powyżej zera to pogoda na resztę dnia zapowiadała się nieźle.

Pierwszy postój mieliśmy przy autostradzie na wysokości Legnicy. Niektórzy tankowali, inni orzeźwiali się kawą czy napojami z tauryną, a jeszcze inni "dotleniali" płuca cienkimi rurkami z nikotyną. Kolejny postój został zaplanowany za Wrocławiem, więc wsiedlismy na nasze stalowe rumaki i ruszyliśmy w dalszą drogę. Temperatura ciągle rosła, niebo było prawie bezchmurne i już po godzinie jazdy w kolumnie dotarliśmy do Długołęki, gdzie większość z nas zatankowała maszyny. Po około dwudziestu minutach ruszamy dalej. Kierujemy sie na Oleśnicę, Ostrów Wielkopolski, Kalisz. Tutaj, po około 180 minutach jazdy, zatrzymujemy się, aby dostarczyć naszym organizmom dawkę kalorii i coś mokrego. Ten postój troszkę się przeciąga, ale w końcu kontynuujemy naszą podróż. Dojeżdźamy do Konina i tutaj po raz ostatni dzisiaj uzupełniamy zapasy etyliny w zbiornikach i już za kilkanaście kilometrów docieramy do celu naszej wędrówki. Parkujemy sprzęt na podwórku u państwa Bożeny i Krzysztofa Grzeszczaków, którzy to ugościli nas przednie. Po obiadokolacji, jeszcze przed zapadnięciem zmierzchu, zwiedzamy teren Sanktuarium, by wrócić na dalszą biesiadę do naszych gospodarzy. Tuż po dobranocce ;) udajemy się do swoich pokoi i odpoczywamy po dniu pełnym wrażeń. Kolejny dzień również będzie obfitował w atrakcje. O ósmej rano jemy śniadanie i pieszo idziemy na spotkanie z przewodnikiem, który oprowadza nas po terenie Sanktuarium wzbogacając naszą wiedzę o fakty z historii tego miejsca. Wycieczka trwa ponad dwie godziny, ale pogoda nie jest już tak łaskawa jak w sobotę. Z nieba opadają krople wiosennego, ale niezbyt ciepłego deszczu. Słoneczka ani śladu. W takich nieprzychylnych motocyklistom okolicznościach przyrody idziemy przebrać się w stroje odpowiedniejsze i do pogody i do jazdy na motorach. Spakowani i gotowi do drogi powrotnej udajemy się jeszcze pod Bazylikę, gdzie zostajemy pobłogasławieni na cały sezon 2012 przez v-ce kustosza sanktuarium ks. Sławomira Homoncika. Część z nasz uczestniczy w mszy świętej, a część wybiera się na szczyt wieży, aby rzucić okiem na deszczową panoramę Lichenia. Wszyscy, pomimo różnych przygód po drodze, docieramy szczęśliwie do domów. Mój drugi sezon motocyklowy rozpocząłem w towarzystwie nowych znajomych. Cieszę się bardzo, że mogłem wziąć udział w tej wyprawie i dziękuję Piotrowi za wspaniałą organizację oraz wszystkim pozostałym uczestnikom za wspaniałe przyjęcie mnie w swoje szeregi. Na koniec dodam jeszcze, że przejechaliśmy 363 kilometry do Lichenia i tyleż w przeciwnym kierunku.
A tutaj jeszcze kilka linków do stron internetowych, na których zauważono naszą bytność w Licheniu:

Licheń: motocykliści przed ołtarzem

Motocykliści ze Zgorzelca w Sanktuarium

Licheń - Motocykliści rozpoczęli sezon motocyklowy

 

A tutaj zdjęcia w mojej galerii.



Okładka książki "Głupia książka"

Debiut literacki mojej Przyjaciółki.
Zachęcam i polecam!