Sobotnia wycieczka do Kletna

Na początku tamtego tygodnia zadzwonił Marek z propozycją wypadu w kierunku Kotliny Kłodzkiej. Wyjazd miałby nastąpić w sobotę. Na takie propozycje micha mi się zawsze cieszy. Zaczęliśmy obserwować prognozy pogody – nie zapowiadało się najciekawiej, ale wiara w omylność synoptyków nie opuszczała mnie. Wstępnie wytyczyliśmy trasę, tak z grubsza, bo spontan to podstawa podobno. W piątek wieczorem byliśmy już prawie pewni, że z pogodą szału nie będzie, ale miało nie padać, więc umówiliśmy się na wyjazd około ósmej rano ze stacji paliw w Bogatyni.

W sobotę skoro świt (czytaj o siódmej) telefonicznie potwierdziliśmy chęć wyruszenia mimo całkowicie zachmurzonego nieba i niezbyt wysokiej temperatury. Przed ósmą byłem w Bogatyni, gdzie zatankowałem zbiornik Radzia do pełna. Marek już czekał. Spotkaliśmy tam miejscowych bikerów, którzy wyruszali właśnie na dwutygodniową wędrówkę w kierunku Korsyki. Troszkę pobajerzyliśmy i jakieś dwadzieścia minut po ósmej ruszyliśmy w stronę Czech. Mieliśmy kierować się na Frydlant, potem krętą drogą u podnóża Izerów na Korzenov i dalej na Vrchlabi, Trutnov i do Kudowy Zdroju. Mieliśmy, ale okazało się to nie takie proste. Już przed Frydlantem objazdy, potem niekoniecznie trafne decyzje z wyborem drogi, którą mieliśmy jechać i na koniec brak uwagi na szczegóły. Bo w Czechach miejscowość Jablonec to niekoniecznie ten Jablonec ;) Skoro już pobłądziliśmy troszkę to, nie chcąc się wracać, obraliśmy drogę okrężną przez Jablonec, ale Jablonec nad Jizerą, a dotarliśmy do Jablonca nad Nysą. Tuż pod Libercem, czyli zupełnie w innym kierunku. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Droga ciut dłuższa, ale kręta, wijąca się wśród wspaniałego krajobrazu i niezła jakościowo. Nowa trasa prowadziła nas przez Żelezny Brod, Semily i w miejscowości Horni Sytova wróciliśmy na pierwotnie planowaną trasę. Dalej bez przeszkód dotarliśmy do granicy państwa. Po zatankowaniu maszyn w Dusznikach postanowiliśmy dotrzeć do Kletna, aby tam posilić nasza wątłe ciała. W tej niewielkiej miejscowości jest knajpka o nazwie „Bikers Choice”, której wnętrze ozdabiają motocykle, części motocykli i inne akcesoria. Po godzinnej przerwie, zjedzeniu pysznego obiadku ruszyliśmy w drogę powrotną. Tym razem obraliśmy kierunek przez rodzime drogi i żeby zdążyć przed zapadnięciem ciemności skierowaliśmy nasze stalowe rumaki na Wałbrzych, stamtąd przez Jelenią Górę i Lubań dotarliśmy do Zgorzelca. Tuż przed godziną dwudziestą rozstaliśmy się i Marek pojechał do Bogatyni, a ja do domu. Cieszę się, że udała nam się wycieczka i przez ponad szesnaście godzin nie spadła na nas ani jedna kropla deszczu, chociaż asfalt w większości był mokry a temperatura nie przekraczała piętnastu stopni. Radziowi przybyło ponad 540 km a mnie troszkę nowych doświadczeń, wrażeń i wspomnień.

A tutaj kilka fotek i link do mapki z trasą do Kletna.

No i króciutki filmik.

Okładka książki "Głupia książka"

Debiut literacki mojej Przyjaciółki.
Zachęcam i polecam!