Kościerzyna - 26-29 lipca

Jest 26 lipca, wtorek. Pogoda nie jest typowo letnia, ale nie pada. Postanawiam spakować najpotrzebniejsze przedmioty osobiste i udać się w drogę. Przede mną ponad 500 km. Jedzie się bardzo dobrze, piękne okolice i wciąż nie pada. Po przejechaniu blisko dwustu kilometrów czas na wyprostowanie starych gnatów. Akurat jestem w okolicach Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego - to potężny system poniemieckich fortyfikacji powstały w latach trzydziestych ubiegłego stulecia. Warto się tam wybrać z nastawieniem na zwiedzenie podziemnych tuneli.

Ja niestety nie miałem na to czasu. A tutaj galeria zdjęć na stronie Rejonu. Fajnie się odpoczywa, zwiedza i podziwia, ale czas w drogę - trzeba by dojechać na miejsce za dnia. Dosiadam Radzia i ruszam w dalszą część drogi. To już tylko nieco ponad trzysta kilometrów do celu. Kieruję się na Wałcz, potem Człuchów i już tylko rzut beretem sportowym i jestem w Kościerzynie. Udało się dojechać suchą 'stopą'. Jeszcze tylko skontaktować się z przyjaciółmi "puszkowcami", odnaleźć ich w Grzybowskiej głuszy i można odpocząć przy wieczornym grilu.
    Nazajutrz mam zaplanowaną podróż do Braniewa. Kolejne kilometry nawinięte na oponki, ale pogoda niestety już nie jest dla mnie tak łaskawa. Tuż przed Braniewem zaczyna padać deszcz i pada aż do powrotu do Grzybowa. Nie lubię jeździć w deszczu, tym bardziej, że nie byłem przygotowany na takie warunki. Popołudnie jest już suche, ale pochmurne. Kolejny dzień - czwartek - zwiedzam Kościerzynę i okolice. Muzeum Kolejnictwa, śliczny rynek, wieża widokowa na Wieżycy - najwyższym wzniesieniu liczącym 328,6 m n.p.m, najwyższym nie tylko na Kaszubach i Pomorzu, ale całej Nizinie Europejskiej od Uralu po Pireneje. Kaszuby są rewelacyjne! A ludzie tam mieszkający fantastyczni! A tutaj zdjęć kilka.
    W piąterk rano muszę wracać do domu. Od rana pada deszcz, nie mogę czekać aż przestanie, bo przede mną jakieś osiem godzin w siodle, więc jadę. Na piećset kilometrów z malutkim haczykiem jakieś czterysta piećdziesiąt przejechałem w deszczu. Do domu wróciłem przemoczony do suchej nitki, ale warto było. Na liczniku Radzia przybyło 922 mile czyli 1475 kilometrów. Kilka fotek zamieściłem w galerii, a całą masę ciepłych wspomnień zachowam na bardzo długo.

Okładka książki "Głupia książka"

Debiut literacki mojej Przyjaciółki.
Zachęcam i polecam!