Synoptycy kłamią

Wstałem rano z nastawieniem na wyjazd. Dzień miał być słoneczny i ciepły jak na prawie połowę listopada. Tak przynajmniej zapowiadali synoptycy. O ósmej z minutami zachmurzenie było pełne, temperatura oscylowała w okolicach sześciu kresek (szczęście, że powyżej zera), a ulice były mokre od nocnego deszczu. Troszkę się zeźliłem i byłem już bliski rezygnacji, ale... usiadłem i poczekałem, aż mi przejdzie (rezygnacja ). I przeszła. Przebrałem się i kole godziny jedenastej ruszyłem krajową drogą numer 94 w kierunku Bolesławca. Następnie kierowałem się na Chocianów i Polkowice. Droga między tymi miejscowościami jest świetna - sporo zawijasów i niezły asfalt, ale niestety, dzisiaj była mokra i śliska. W Polkowicach odbiłem na Głogów. Tam wstąpiłem do sklepu Moto-Seven i po kilkunastu minutach ruszyłem na Szprotawę. Niebo zaczynało się przejaśniać i nawet gdzieniegdzie widać było słońce. Przed Szprotawą odbiłem na Bolesławiec i troszkę przed czternastą dotarłem do domku. Licznik Radzia wskazał, że przebyliśmy 156 mil czyli prawie 250 km. Jest wielce prawdopodobne, że to jedne z ostatnich kilometrów w tym roku, ale jeszcze nie twierdzę, że to koniec sezonu.

Okładka książki "Głupia książka"

Debiut literacki mojej Przyjaciółki.
Zachęcam i polecam!