2012

Św. Mikołaj

Szóstego grudnia, po raz kolejny, Grupa Motocyklistów Zgorzelec zorganizowała akcję dla dzieci z rodzinnego domu dziecka w Trójcy i rodzinnego pogotowia opiekuńczego w Ręczynie. Co prawda mieliśmy udać się do dzieci na motocyklach, ale zimowa aura nie pozwoliła nam na to i wybraliśmy się autami. Troszkę więcej można poczytać i zobaczyć zdjęcia o tej akcji na stronie Motocyklistów ze Zgorzelca oraz na zinfo.pl

To chyba choroba

W środę skoro świt, gdzieś tak o dziesiątej rano, zadzwonił Marek, że jest już prawie gotowy. Obudził mnie, więc niewiele jeszcze do mnie docierało, ale spojrzałem na termometr - pokazywał 1,5 stopnia. Pomyślałem, że Marek zwariował, albo jest we Włoszech. Rzuciłem się do okna i zobaczyłem szron na trawie. Obudziłem się zupełnie i w zasadzie już rezygnowałem z przejażdżki, ale w innym oknie - tym wychodzącym na wschód - zobaczyłem, że słońce ładnie świeci, a powierzchnia bruku jest pozbawiona zamarzniętej wilgoci. Tyle w zasadzie mi wystarczyło do podjęcia decyzji. Padło krótkie: przyjedź po mnie. Zacząłem się szykować. Nie liczyłem na cudowne ocieplenie klimatu w ciągu godziny czy dwóch, więc ubrałem się jak na zimę. Przed dwunastą motocykle były zatankowane, a my omawialiśmy możliwe warianty wycieczki. Drogi na południe wyeliminowaliśmy od razu ze względu na jeszcze niższe temperatury w górach. Autostrady odpadają niejako z urzędu. Został kierunek na północ lub wschód. Stanęło na tym, że ruszymy na wschód, by w Bolesławcu odbić na północ i zrobić przystanek na popas w Szprotawie. Kaczka u chińczyka była rewelacyjna (mimo sensacji żołądkowych Marka, które to próbował zrzucić na karb biednego drobiu) jak zawsze. Ze Szprotawy skierowaliśmy się na Głogów, Polkowice, Chocianów i Bolesławiec. Stąd do Zgorzelca i troszkę odprowadziłem Marka na Bogatynię.
Blisko 300 km na zegarku i definitywne zakończenie sezonu oraz przekonanie o nabyciu w najbliższym czasie cieplejszych rękawic to bilans ostatniej w tym roku wycieczki.

Lewa w górę i do wiosny.

Synoptycy kłamią

Wstałem rano z nastawieniem na wyjazd. Dzień miał być słoneczny i ciepły jak na prawie połowę listopada. Tak przynajmniej zapowiadali synoptycy. O ósmej z minutami zachmurzenie było pełne, temperatura oscylowała w okolicach sześciu kresek (szczęście, że powyżej zera), a ulice były mokre od nocnego deszczu. Troszkę się zeźliłem i byłem już bliski rezygnacji, ale... usiadłem i poczekałem, aż mi przejdzie (rezygnacja ). I przeszła. Przebrałem się i kole godziny jedenastej ruszyłem krajową drogą numer 94 w kierunku Bolesławca. Następnie kierowałem się na Chocianów i Polkowice. Droga między tymi miejscowościami jest świetna - sporo zawijasów i niezły asfalt, ale niestety, dzisiaj była mokra i śliska. W Polkowicach odbiłem na Głogów. Tam wstąpiłem do sklepu Moto-Seven i po kilkunastu minutach ruszyłem na Szprotawę. Niebo zaczynało się przejaśniać i nawet gdzieniegdzie widać było słońce. Przed Szprotawą odbiłem na Bolesławiec i troszkę przed czternastą dotarłem do domku. Licznik Radzia wskazał, że przebyliśmy 156 mil czyli prawie 250 km. Jest wielce prawdopodobne, że to jedne z ostatnich kilometrów w tym roku, ale jeszcze nie twierdzę, że to koniec sezonu.

Niespodziewana przejażdżka

A to niespodzianka, sympatyczna, miła, niespodziana niespodzianka. Krzątałem się troszkę po domu, było już po obiadku, przez myśl mi nawet nie przeszło, żeby wyciągać Radzia z garażu, a tu zjawia się „Tatuś”. Odwiózł plecak. Stoimy, gadamy no i okazuje się, że chce zmienić swoją Virago 535 na coś większego i czy może dosiąść Radzia. No to wskoczyłem w ciuszki, wyprowadziłem armaturkę i ruszyliśmy – „Tatuś” na Radziu, ja na jego Virago. Mało to to, lekkie, jakbym na Komarku siedział . Ruszyliśmy na Bogatynię, przez Frydlant i w Zawidowie, ze względu na zapadającą ciemność i opad atmosferyczny w formie wody, przesiedliśmy się na swoje maszynki i rozstaliśmy się. „Tatuś” z banankiem na twarzy ruszył na Lubań, a ja z jeszcze większym bananem do domu.
Od dwóch tygodni nie jeździłem na motocyklu i chyba brakowało mi już tego. Na jutro synoptycy zapowiadają słoneczną pogodę i temperaturę w okolicach dziesięciu stopni to może nawinę jeszcze troszkę asfaltu na łysiejące oponki Radzia.

Ostatnie chwile?

Połowa października rozpieszcza nas cudowną, słoneczną pogodą. Postanowiłem wykorzystać, być może, ostatnie już ciepłe dni i pojeździć troszkę Radziem. Plan nie był skomplikowany – wstać rano i pojechać do pracy przez Przełęcz Okraj. Skomplikowany nie był, ale niestety nie mogłem go zrealizować, bo lubię spać. Wstałem nieco za późno i musiałem niestety skrócić nieco trasę dojazdu do pracy. Miast blisko 300 km zrobiłem ciut ponad 40  No cóż, niech żyje słodkie lenistwo!

Zakończenie sezonu - spotkanie organizacyjne

W piątek o dwudziestej grupa motocyklistów ze Zgorzelca i okolic spotkała się w pizzerii "Sawanna", aby omówić szczegóły organizacyjne zakończenia sezonu motocyklowego 2012. Postanowiono udać się w sobotę, szóstego października, do Walimia koło Wałbrzycha, aby zwiedzić tamtejsze sztolnie. Po uczcie dla ducha i popołudniowym powrocie do Zgorzelca ma nastąpić uczta dla ciała, czyli grillowanie na pobliskim ośrodku wypoczynkowym „Witka”. Tam będzie ognisko, jedzonko i napoje orzeźwiające i nie tylko oraz nocleg w domkach kampingowych. Powrót w rodzinne pielesze nastąpi po doprowadzeniu motocykli (czy raczej ich jeźdźców) do stanu używalności. Relacja z przebiegu wkrótce po imprezie.

I jak zwykle troszkę fotek w galerii.

Wróciło lato

Znowu jest piękna, słoneczna pogoda. Jutro też ma być pięknie i gorąco - do 28 stopni. Plan wobec tego jest prosty - ruszyć przed siebie. Umówiliśmy się z Markiem na siódmą rano we Frydlancie. Cel jest z grubsza wyznaczony - Góra Św. Anny, ale drogi, którymi tam dotrzemy wcale. Na pewno nie będzie to autostrada ani żadne inne główne. Postaramy trzymać się jak najbliżej gór. Dopóki się da. Po powrocie relacja rzecz jasna.

Lewa w górę.

Nowa funkcjonalność

Dzisiaj w nocy dodałem możliwość komentowania moich wypocin w serwisie. Uczę się ciągle się uczę...

Kręta, górska droga

Czy to nie to, co tygryski lubią najbardziej? Chyba nie ma nic lepszego dla motocyklisty niż takie właśnie asfaltowe spaghetti. Tuż obok mojej mieściny jest kawałeczek takiej fajnej drogi. Zaczyna się po czeskiej stronie Gór Izerskich, tuż za malowniczą miejscowością Frydlant i kręci się i zawija przez około 40 km, aż pod Jelenią Górę. No i zeszłej niedzieli i pogoda i czas pozwoliły na krótką wycieczkę. Wczesnym popołudniem ruszyliśmy w trójkę (Radzio i dwoje na nim jeźdźców) na Zawidów, gdzie przekroczyliśmy granicę państwa. Stamtąd na Frydlant i przez Raspenavę, gdzie zatrzymaliśmy się u koleżanki na kawę, dotarliśmy do miejscowości Biały Potok. Potem do Harrachova i przez Jakuszyce i Jelenią Górę do Podgórzyna na późny obiad. Zupa rybna i rybka z pieca były pyszne. Objadłem się jak małe prrrrrr. Zaczęło robić się późno, więc wskoczyliśmy na wygodne kanapy Radzia i przez Jelenią Górę, Gryfów Śląski i Lubań wróciliśmy do domku. Oponki motorka wzbogaciły się o kolejne 200 km, a ja o długotrwałego banana w formie uśmiechu na mojej mordce.

Krótka przerwa

Wczoraj postanowiłem zaktualizować system CMS, którego używam do tworzenia tej witryny i od wczoraj walczyłem nad powrotem mojej stronki do sieci. W końcu się udało! Zmiany pewnie niewielkie, ale używam już najnowszej wersji Joomla.

A w kwestii motongów - zauważyłem, że od pewnego czasu wyprowadzam Radzia z garażu nawet kiedy mam podjechać po zakupy ;) Rower byłoby łatwiej... Chyba się uzależniam.

Okładka książki "Głupia książka"

Debiut literacki mojej Przyjaciółki.
Zachęcam i polecam!